sobota, 25 kwietnia 2020

Fatan: zestaw, derki i sesja rudzielca

Ostatnio moim modelom skończył się zastój i zaczęło się ponowne ożywienie. Najpierw w weekend rzuciłam się na przerażone gumiaki, a następnie skończyłam rozgrzebany sprzęt na skalę Little Bits i siodło dla Traditionali.
O ekwipunku dla koni TR na razie jedynie symbolicznie wspomnę - derka i czaprak skończone wcześniej, siodło zapomniane aż do wczoraj, kiedy to zostało skończone.
W tle widać paski przygotowane na ogłowie c; Szerszy opis obiecuję gdy cały zestaw będzie gotowy.

Najpierw chciałam dokończyć projekty LB, bo tak się złożyło, że wszystkie były szyte na rozmiar Fatana, a ja w końcu zdecydowałam, że go pomaluję. Ze względu na to, że (jak wspomniałam w notce ze zdjęciem Szafy) nie mam tutaj werniksu (ani primera) po pomalowaniu będę musiała obchodzić się z nim jak z jajkiem, co oznacza zero sprzętu.

Niestety muszę uprzedzić, że masę zdjęć zniszczyłam przez głupi błąd - otóż jakoś przedtem bawiłam się ISO i oczywiście nie przestawiłam go potem na AUTO, co odkryłam sfrustrowana po wykonaniu kilkuset słabych ujęć.

Jak widać na drugą stronę nie starczyło mi cierpliwości na nieustanne poprawianie wędzidła... Naprawdę nie wiem jakim cudem kolekcjonerzy przy sesji z ogłowiami nie dostają szału. Przyklejają je na kropelkę czy co?
 Cały zestaw zrobiłam ze sztucznej, jednostronnej skóry, co niestety bardzo widać.

Jeśli chodzi o samo siodło, to siedzisko jest za długie, a tybinka z kolei za mała. Na siedzisku ponadto są rysy od moich paznokci. Strzemiona miały być regulowane, ale nie zrobiłam regulacji jak w normalnych siodłach tylko umieściłam na puśliskach po klamerce, które z kolei tragicznie zniosły motylki (okropnie się pogniotły >.<), więc ostatecznie regulacji brak, a motylki są poturbowane tak czy siak. Końcówka paska przechodzi przez specjaną dziurkę w tybince.
 
Pod dużą tybinką są po trzy przystuły z każdej strony, z obu stron jest także klocek pod poduszką kolanową (czy on ma jakąś specjalną nazwę?), przy czym ten z lewej strony wygląda jak jakieś flaki (nie ma zdjęcia, bo niestety wszystkie były bardzo niewyraźne. W takich chwilach brakuje mi przybliżania Canona, ech). W dodatku poduszki podbicia wyglądają źle od boku, mimo że je szyłam >.<
Rzeczą, która mi się podoba, jest fakt, że od przodu udało mi się zakryć metal (podstawę siedziska) - po raz pierwszy w ogóle :D Oczywiście aparat nie mógł na to wyostrzyć, marzy mi się coś co poprawiłoby ten akurat aspekt Nikona .-.

Popręg ma niefinezyjny kształt, paski przedłużałam kilka razy, a metalową szlufkę po prostu przykleiłam i nie spełnia swojej funkcji, bo w ogóle się nie rusza.
Czaprak jest jednostronny (tzn. nie przykleiłam szarej warstwy z lewej strony), chociaż nie lubię takich, w dodatku lewą stronę ma pomazaną długopisem. Miał inny kształt, ale niestety zepsułam wszystko bardzo sztywną lamówką. Nie jest do końca symetryczny. Jak widać na zdjęciach z siodłem, jest także przymały.

No i ogłowie...
Ble.. czy to jest rzep, w dodatku fioletowy? DWA rzepy? Super, WCALE ich nie widać.
No cóż, naprawdę nie chciałam robić tych klamerek, mój drucik jest nieco za gruby na takie manewry.W kilku miejscach warstwa nibyskóry zeszła, w dodatku rzepy niezbyt dobrze się trzymają. Dumna jestem z kółeczek wędzidłowych, nie dość, że wyszły prawie okrągłe, to jeszcze taj samej wielkości. Nachrapnik nawet mi się podoba, wyszedł dobrze jak na tak prostą konstrukcję.

Tutaj kwiaty gruszy, która miała służyć za tło do sesji no ale nie pykło
Zestaw miał być na sprzedaż, ale mówiąc szczerze zastanawiam się czy to dobry pomysł. Zrobiłam go ze sztucznej skóry z oprawki na dokumenty, ,,skóra" łatwo się odkleja a cały materiał rozciąga (w przypadku przystuł to ważne), małe skrawki rzepów mogą się łatwo zepsuć. Przy zakładaniu tego ustrojstwa szlag mnie trafił.

UWAGA - MODEL PREZENTUJĄCY JEST KRÓTSZY NIŻ ORYGINALNY SCHLEICH MORGAN NR 13869
 Tutaj część, którą bardziej lubię, po pierwsze dlatego że po bitwie z aparatem podpisaliśmy w końcu ugodę, na mocy której ja przestałam twierdzić, że znam się na ISO lepiej od niego, a Nikon zgodził się przestać wariować i robić dobre zdjęcia. (cztery fotografie są jeszcze przedwojenne)
Po drugie z tej szarej derki jestem prawdziwie dumna. Może nie jest idealna, ale przynajmniej wygląda elegancko i jest solidna.
Futrzany kołnierz zrobiłam z misiowej włóczki, lamówka jest z czarnego kordonka. Ozdobniki na zadzie splotłam z tego samego sznureczka. Zapięcia pasów pod brzuchem nie są idealne, ale przynajmniej zrobiłam je własnoręcznie i działają bez problemu. Jeden pas usmarowałam klejem .-. Z przodu przykleiłam zapięcie od stanika. Jest ukryte pod klapą, która niestety trochę odstaje jeśli spojrzeć z lewej strony. Lamówką na górze niestety spłaszczyłam profilowanie (musiałam ją skrócić, bo była brudna >.<), ale za to leży równo na grzbiecie. Derka jest jednostronna tak jak czaprak. Wydaje mi się nieco za krótka (sięga tylko do początków nóg) i jest długa jak na jakiegoś jamnikowego parówkasa. Na białej stronie widać długopis a pasy są z niewidocznej strony w starym, brudnym kleju.
Derka jest na sprzedaż, cena do ustalenia.
Fioletowa derka polarowa jest nieco dziwnym tworem, który chyba nie wyszedł tak wcale źle. Te dwa pastelowe kolory zupełnie do siebie nie pasują, ale chciałam zrobić nieco bardziej realistyczną lamówkę niż kordonek.
Została uszyta ze starej owijki, która kiedy zaczęłam robić ten twór okazała się strasznie futrzasta.
Prawą stronę potraktowałam więc sztuczką rodem z 5-mintes-crafts i ogoliłam ją jednorazową golarką. Wyraźnie widać kontrast z lewą stroną.
przedwojenne zdjęcie

W jednym miejscu zrobiła się dziura, ale ją zakleiłam. Co do lamówki długo się wahałam między dwoma materiałami, w końcu musiało rozstrzygnąć głosowanie na istagramie. Druga była moim zdaniem mniej podobna do prawdziwych derek, jednak nie prześwitywała tak jak ta.
Zapięcie to rzep, przełożony przez przyszytą niebieską nicią szlufkę - proste i działające bez zarzutu. Od przodu derka jest nierówna. Z tyłu odstaje nieco od konia, przez co wydaje się powiewać niczym peleryna Supermana. Lamówka
jest przyklejona nierówno i wydaje się pogięta.
Misiek na kłębie chyba jest trochę za krótki, także zrobiłam go z owijki. Pasek idący przez środek jest chyba najbrzydszą częścią. Z tyłu ledwo zauważalnie zakręca, przez co wydaje się leżeć krzywo, ponadto jest nieco za gruby. Sama derka jest przykrótka - wyraźnie nie zakrywa całego zadu.
Z lewej strony na grzbiecie derka jest trochę pobrudzona, jednak ledwo to widać.
Zrezygnowałam z profilowania z wycięciem na zadzie i zrobiłam najprostsze, w kształcie linii grzbietu, by przypominała prawdziwy polar (chociaż teraz widzę, że polary treningowe też mają wycięcie na zadzie, jednak pomysłowo ukryte).
Ta derka także jest na sprzedaż, cena do ustalenia.

A teraz pora na naszego rodzynka, na razie noszącego imię Fatan, chociaż nowe miano mam już dla niego przygotowane.
Postanowiłam najpierw wziąć się za niego zamiast kończyć Lila, bo ten drugi utknął na razie w martwym punkcie i nie do końca wiem jak się do niego zabrać, a mówiąc szczerze nie mam na to specjalnej ochoty.
Rudzielec wymaga jeszcze dopracowania papierem ściernym, bo jak widać był już ścierany, ale niedokładnie. Przedtem jednak postanowiłam zrobić mu ,,białą" sesję tak jak Mlecznemu, jednak powinnam chyba nazwać to sesją różową lub rudą, bo ten malec bynajmniej biały nie jest.
 Sierści nie będę zdrapywać, może jakoś ujdzie w tłumie.
Jak widać zdarłam grzywę i grzywkę, a także ucięłam ogon. Udało mi się skrócić zad, przerzeźbiłam także szyję. Linia grzbietu niestety mocno ucierpiała na moim genialnym pomyśle, że zrobię z niego achał-tekina, który ostatecznie na szczęście porzuciłam.
Chociaż szyja na początku była bardzo gruba musiałam do górnej linii wykorzystać jeszcze grzywę, przez to że po spiłowałaniu części za bardzo wychodzącej na pierś, zrobiła się wręcz zbyt wąska.

Tej stronie mój achałski pomysł zaszkodził najbradziej.
Od przodu udało mi się zmienić pysk dzięki zmianie ustawienia i kształtu chrap. Skróciłam także uszy. Dwa dolne zdjęcia miały pokazywać zmianę jeśli chodzi o szyję.
Próbowałam ustawić nogi bardziej realistycznie przy pomocy gorącej wody i zostawieniu figurki z rozpychaczem między kopytami na kilka dni, ale nie wiem czy i tak mi się nie odgięły. Wydaje mi się jednak, że nogi ,,po" mają większy rozstaw.
 
 Na górze grzbietu najbardziej widać, że trzeba jeszcze poprawić papierem ściernym.
 
Zmieniłam mu nieco także tylne nogi i puzdro c;
Potrzebaby jeszcze trochę masy żeby wyglądało realistycznie, ale chyba i tak jest lepiej od pierwotnej formy, która mnie irytowała .-.
Na koniec jeszcze sesja młodego. Muszę Wam powiedzieć, że wczoraj zrobiłam całą masę zdjęć, nie tylko figurkowych. Najwięcej fotografii nacykałam niedalekiej wiejskiej drodze.
 Oczywiście w obiektyw wlazł i kot.

Swoją drogą ciekawe, że Fatan znowu ma sesję w kwiatach (;
 
 
 
 

Długi ten post, ale chyba pora się już pożegnać ;)
Do następnego!

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Breyerfest 2020

https://www.identifyyourbreyer.com/BreyerFest/breyerfest2020.htm

Miałam napisać inny post, ale wszystko się skomplikowało i skończenie go zajmie mi trochę czasu. Nic nowego nie mam do pokazania, a irytowała mnie cisza na blogu, postanowiłam więc opisać modele jak dotąd zapowiedziane na BreyerFest. Zapewne większość z Was już je widziała, ale i tak chciałabym napisać co o nich sądzę.
https://eventingnation.com/ballynoe-castle-rm-inspires-breyer-horse-model-in-his-likeness/
Ballynoe Castle RM 711367 to koń na moldzie Show Jumper, wzorowany na prawdziwym koniu o tym imieniu.
photography by Jenni Autry
https://eventingnation.com/ballynoe-castle-rms-story-still-being-written/
Pamiętam, że ten mold kiedyś mi się podobał, gdy stał pod kątem na zdjęciu reklamujący
 breyerową przeszkodę, a potem zobaczyłam go od boku i straciłam dobre mniemanie o nim. Od tego czasu należy do moich zdecydowanie nieulubionych moldów.
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Warmblood.htm#711367
Malowanie jest zupełnie zwyczajne, jak dla mnie to propozycja przede wszystkim dla fanów moldu i samego konia.




Tak samo zwyczajny wydaje mi się Dyflin 711391, kary koń na moldzie Espirit, nazwany na cześć istniejącej w X wieku osady wikingów.
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Esprit.htm#711391
Na pewno malowanie glossy dodaje mu blasku, jego wartość podbija także fakt, że jest tak zwanym Early Bird Prize i będzie można go zdobyć w loterii odbywającej się przed BreyerFestem, a jak sądzę będzie tylko jeden. Wyniki ogłoszone będą w maju.
Sam mold nawet lubię, chociaż nie należy do tych na które poluję. Jako wylosowana zdobycz na pewno będzie dla kogoś miłym dodatkiem, jednak nie wydaje mi się być wyjątkowy jak na model breyerfestowy.

Inaczej myślę o Order of the Thistle 711385. To koń na moldzie Racking Saddlebred Stallion,
znanym bardziej pod nazwą Hamilton.


https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Hamilton.htm#711385
Jego nazwa pochodzi od Orderu Ostu, najwyższego odznaczenia wojskowego w królestwie Szkocji.
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Hamilton.htm#711385
Co do samego konika, to ten w końcu wydaje mi się bardzo breyerfestowy. Mold został wprowadzony w zeszłym roku i nosi jeszcze na sobie splendor Premier Collection, w dodatku ma niezwykle malowanie. Rzeźba bardzo mi się podoba, mimo że nie przepadam za tą rasą. Tutaj
urzekło mnie malowanie oka, które daje mu własny charakter. Mam wrażenie, że ma trochę za mało przyciemnień na ciele i z większą ilością mógłby lepiej wyglądać, ale w końcu chodziło o złotego szampana tobiano, więc powinien być jasny. Przyczepiłabym się jeszcze do kopyt, bo malowanie jest gorsze niż u mojego Valegro. Mimo tych mankamentów gdybym wybierała się na BreyerFest na pewno bym nim nie pogardziła, zwłaszcza że modele wystawiane są na półkach i można wybrać sobie najlepiej wykonany.

Na jeszcze nowszym moldzie został stworzony Fields of Heather 711386, którego nazwa odnosi się po prostu do miejsca.
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Akhalteke.htm#711386
Tylko że jak dla mnie mold Akhal-Teke, na którym wypuszczono pięknego Altynai, przez to malowanie stracił wszystko. Po prostu wszystko.
https://chelseasmodelhorses.com/products/altynai-2020-premier-club-release-breyer-traditional-pre-sale
Nie widać rzeźbienia mięśni na zadzie, pysk został zniekształcony przez białe plamki, uwydatniła się sztuczniść postawy, zwłaszcza nóg prawej tylnej i lewej przedniej. Sama maść jest bardzo ciekawa, ale wykonanie brzydkie. Po raz kolejny Breyer w dokładnie taki sam sposób zepsuł malowanie ogona. Kopyta typowo breyerowe, może nie najgorsze jakie firma maluje, ale tutaj dopełniają obrazu nędzy i rozpaczy.
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Akhalteke.htm#711386

  
https://www.breyerhorses.com/products/2020-premier-collection-membership-deposit
Z tej strony mięśnie szyi, tak wzniośle prezentujące się na srokacza, u taranta wyglądają, jakby rzeźbiarz podziabał konia ostrym narzędziem. Do tego bardzo wyraźnie widać niekształtne, zbyt duże uszy.
Mam ochotę powiedzieć ,,Witaj wśród breyerowych przeciętniaków", bo tą serią achał dołącza do "zwykłych" breyerów, w jednym stylu i niczym się nie wyróżniających.

Teraz dla odmiany przedstawię Feisa 711388, model który nie ma wybitnego malowania, ale takie, które wygląda po prostu okej.
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Friesian.htm#711388
Mold Friesian ma w sobie niedokładność Chrisa Hessa i nie widziałam żeby dotąd Breyer znalazł mu  jakie
 super malowanie. Brak mocnego cieniowania sprawia, że nie widać jego niedoskonałości i koń wygląda po prostu dobrze, co jak dla mnie jest jak najbardziej na plus. Dobrym pomysłem było podkreślenie słabizny. Rozmywające się na górze kopyta sprawiają, że nie zwraca się uwagi na dziwne szczotki i też jest to dla mnie na plus. Próba sprawienia konikowi bardziej wymyślnej maści też jest dla mnie na plus.
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Friesian.htm#711388
Feis to nazwa tradycyjnego celtyckiego święta sztuki i kultury. Konik nawiązuje do występu studentów Bluegras Ceili Academy, który będzie można obejrzeć podczas BreyerFestu.
Sam Feis jest nagrodą za najlepszą dioramę - jak zapewne wiecie w trakcie BreyerFestu odbywają się  wystawy modeli w różnych kategoriach.
Wiecie, albo i nie wiecie, że chcę ten mold, więc takim malcem bym nie pogardziła, chociaż żal byłoby mi wziąć tak wyjątkowy egzemplarz na customa. Sama chętnie zobaczyłabym go jako dobrze wykonanego skarosza, bo z tego co widziałam w tej maści, niestety niezbyt dobrze zrobionej, prezentwał się całkiem dobrze i jestem ciekawa jak mógłby go ubarwić wprawny malarz.

Kolejny konik to Epona na moldzie Strapless , która zawdzięcza imię celtyckiej bogini zwanej inaczej Rhionna, opiekunce koniowatych. Samo imię Epona oznacza klacz.

https://www.breyerhorses.com/blogs/breyerfest-blog/our-first-reveal#comments



https://www.breyerhorses.com/blogs/breyerfest-blog/our-first-reveal#comments
Epona będzie modelem Special Run. Co dziwne nie dostała na razie numeru i to samo przydarzyło się jej kilku koleżankom z moldu.
Fajnie, że ten popularny ,,normalny" mold dostał poważniejsza maść, chociaż moim zdaniem nie podkreśla ona żadnych atutów rzeźby, a nogi klaczy wydają się wręcz cieńsze. Ale może tak mi się tylko wydaje, bo Strapless zawsze wydawała mi się moldem po prostu zwyczajnym, w dodatku nie w moim typie.

Do modeli Special Run należy także Hamish 711370, na moldzie Black Angus Bull, który jakimś cudem uciekł mi gdy pisałam posta o najrzadszych moldach, bo pierwsza seria została wypuszczona na nim w 1979 roku i jak dotąd ukazały się na moldzie jedynie trzy inne serie, licząc z Hamishem.
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Animals/blackangus.htm#711370
Hamish przedstawia byka rasy irlandzki Moiled (wiecie, wikingowie je hodowali. Celtycki jak choroba cx ) Co ciekawe Hamish to nazwa  innej rasy, rasy kudłatych krów.


https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Animals/blackangus.htm#711370
Sama figurka wydaje mi się przyjemna, a Hamish prezentuje się ładniej w tym wydaniu niż na innych moldach. Miło że Breyer postanowił wypuścić byka, a trochę go już nie było, bo mold był nieużywany od 2004 roku c:

A teraz trochę o siwku noszącym imię Ash, figurce nr 711372  na moldzie Othello.

https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Othello.htm#711372
Początkowo ten konik niezbyt mi się spodobał, ale teraz uważam, że nie jest zły. Imię (jesion) dostał po drzewie świętym w kulrze celtyckiej. 
 
https://www.breyerhorses.com/blogs/breyerfest-blog/did-you-guess-this-one
Mold jest przyjemny i mogłabym kiedyś go przygarnąć, ale chyba nie pokusiłabym się na tę akurat wersję. Grzywa wygląda zdecydowanie dziwnie. Jestem ciekawa jakiej jakości będzie to malowanie w wykonaniu breyerowych malarzy. Uszy i pysk są trochę dziwnie przyciemnione, nie sądzicie?

Kolejny duet mówiąc szczerze mocno mnie rozczarował. To nr 711373 czyli Welsh Mare jako Brighid i Welsh Foal w roli Beltane.
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Cadell.htm#711373
Ta wersja dwóch czarujących nowych koników mnie po prostu rozczarowała. Malowanie niby jest wymyślne, ale obje figurki wyglądają w nim słabo. Klacz prezentuje się dość blado, a źrebak wręcz miejscami przypomina mi rzeźby Hessa. Jestem na nie.

Kolejny Special Run również jak dla mnie jest rozczarowaniem. Oak 711374 na moldzie Rhennish Draft (zwanym też Georg) prezentuje się po prostu beznadziejnie.
https://www.breyerhorses.com/blogs/breyerfest-blog/our-next-reveal
Oak oznacza po angielsku dąb, drzewo ważne dla kultury celtyckiej, między innymi wykorzystywane do obrzędów.

https://www.breyerhorses.com/blogs/breyerfest-blog/our-next-reveal
O ile samo imię mu pasuje - dąb w końcu kojarzy się z czymś potężnym, zupełnie jak pociągus c; - to malowanie mnie przeraża. Jak? Dlaczego? Przecież wypuszczony niedawno Georg był taki staranny i niezwykły! Dlaczgo Oak ma na szyi i piersi brązowe maziaje, ogon i grzywę zniszczoną a latarnię namalowaną bez żadnej formy, w najgłupszy możliwy sposób? Patrząc na pysk staranność wykonania plamy na puzdrze zadziwia.

Kolejny model, Thorn 711376, o imieniu krzew cierniowy, nawiązującym do, a jakże, kultury celtyckiej, został stworzony na moldzie Chrisa Hessa Trakhener.
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Trakehner.htm#711376
Chyba muszę przejrzeć moldy Hessa jeszcze raz, bo to kolejny mold, który zadziwia mnie swoją niebrzydotą. Kopyta są zdecydowanie za ładne. Takie niehessowe.
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Trakehner.htm#711376
Co do maści to wygląda nawet dobrze. Wzorki mają dziwne zakończenia, ale typowe dla Breyera. Na plus są skarpetki (nie zrobione tak jak zwykle, nie ,,rozmywają się" na górze) i podkreślone delikatnie żebra. Thorn na pewno będzie niezłą gryką dla fanów Hessa.

Arabek Lugh 711377 to gniadosz na moldzie Sham. Jest imiennikiem mitycznego irlandzkiego króla i boga. 
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Sham.htm#711377

https://www.identifyyourbreyer.com/identify/Sham.htm#711377

Muszę przyznać, że ten mold niezbyt mi się podoba, jakkolwiek malowanie ma całkiem dobre i na plus dla wielu osób na pewno będzie wykonanie glossy.

Benelli 711378 to koń na moldzie Shire Gelding. Imię pochodzi od prawdziwego konia rasy Clydesdale.
https://www.identifyyourbreyer.com/identify/shannondell.htm#711378
Jeśli chodzi o figurkę, to mam wrażenie, że trochę za często widujemy ten mold w szarościach (; Wykonanie maści jest dobre, ale mi osobiście nie przypadł do gustu. Na plus jest na pewno zaróżowienie na brzuchu, jednak wszystko jest takie sztuczne i breyerowe. Wałach kiedyś należał do moich ulubionych breyerów, ale z biegiem czasu jakoś mi... spowszechniał.
https://www.breyerhorses.com/blogs/breyerfest-blog/finally-a-reveal

No i ostatni z przedstawionych dotąd - Special Run  Faugh-A-Ballagh 711379 na moldzie Gypsy Vanner (Iberian). Imię pochodzi oczywiście z kultury celtyckiej - to okrzyk bojowy, który oznacza oczyszczenie drogi. Figurka wzorowana była na prawdziwym tinkerze o tym imieniu, który bywa nazywany także Cheesecake ze względu na niezwykłą dla tej rasy maść - silver cremello tobiano. Możliwe, że to jedyny taki koń Gypsy. 
https://www.breyerhorses.com/blogs/breyerfest-blog/another-model-reveal

https://www.breyerhorses.com/blogs/breyerfest-blog/another-model-reveal
Jednak sam model w tym malowaniu prezentuje się słabo. Jest dziwnie bez wyrazu i przez brak wyraźnych cieni wygląda nietypowo. Maść  ogóle nie pasuje do tego moldu. Faugh-A-Ballagh przypomina mi chmurkę albo lody śmietankowo-waniliowe.

A co Wy myślicie o zapowiedzianych Breyerach? 
Jeśli mam być szczera, to dziwi mnie, że Breyer zapowiada wciąż nowe atrakcje, jakby BreyerFest był rzeczą pewną i miał na pewno się odbyć. Nie wiem, jakie restrykcje zostały wprowadzone w Stanach Zjednoczonych, ale organizacja jakichkolwiek imprez wydaje się być nieodpowiedzialna i pozycja BreyerFestu powinna być zagrożona. Nie chcę sabotować tego radosnego zgromadzenia, ale jednak plastikowe koniki nie są w końcu tak ważną rzeczą, zwłaszcza jeśli postawić na szali zdrowie i życie.