niedziela, 22 listopada 2020

Jedna wielka niewiadoma

Muszę się przyznać, że zepsułam całkiem porządną sesję. Starym sposobem - znów bawiłam się ISO i zapomniałam przestawić na auto :] Jestem na siebie zła, bo coś tak czułam, że ISO może być nie okej, ale po co to naprawiać, niee.
A pozowała mi nowa modelka, klaczka z firmy... em... cóż, tutaj pojawia się problem.
Próbowałam dowiedzieć się, co to za konik i uznałam, że jest całkiem podobny do koni Playmobil. Zbliżona grzywa i ogon, pysk, ruchoma szyja i niekiedy identyczne kopytka.

Tyle tylko, że niezależnie jak podobne są konie Playmobil, wszystkie mają wyrzeźbione oczy. A nasza bohaterka nie.
Przydałoby się znać przybliżoną datę produkcji, ale tutaj też nic nie wiem.
Konika dostałyśmy do zabawy od znajomych rodziców. Nie pamiętam kiedy, nie wiem od kogo konkretnie, ani kto je wcześniej miał.
Wiem jedynie, że trafiły do nas już jako używane. Nie wiem jak długo ani ile poprzedni właściciel ma teraz lat.
Ot, jedna wielka niewiadoma.
Z tego co pamiętam w grzywę wsadzone były kokardki, a trzymały się dzięki pojedynczemu bolcowi. Jeśli się nie mylę to te dwie, po których nie zostało ani śladu, były czerwone. Jednak równie dobrze mogły być niebieskie, tak jak ułamany bolec środkowej.
Lubię tego malucha, jest całkiem przyjemny dla oka, a szyję można ustawiać w górę lub w dół. Ze względu na to, jak stara jest ta zabawka, zdarza się, że szyja sama ,,spadnie" w dół, jednak jak na tak wiekowego konia naprawdę jest nieźle.
Klaczka jest mniej-więcej wielkości LB. Porównałam ją z Północą, która jak widać jest pokryta primerem i idzie do przemalowania. Wiem, że miałam jej nie ruszać, ale... Cóż, lista moich nietykalnych Schleichy zmniejszyła się do Mabel.
Posadziłam na nią moją uniwersalną amazonkę, która jednak jest na konika zdecydowanie za duża. Kiedyś myślałam, że są z tej samej firmy (sądziłam też, że pasują do siebie rozmiarowo cx), bo klaczkę dostałyśmy razem z lalkami. Teraz widzę, że chyba jednak nie.
Swoją drogą mojej amazonce przydałaby się wizyta u fryzjera.
Przed
Po
Wybrałam się z panienką na sesję i muszę przyznać, że radziła sobie całkiem dobrze. Tylko to ISO niestety >.< Odkryłam w programie ,,Zdjęcia" podstawowe opcje edycji zdjęć i postanowiłam się trochę nimi pobawić, chociaż niewiele przeróbek wstawiłam, bo program jest dość prosty i zazwyczaj wygląda to raczej kiczowato.
Oczywiście bez przeszkadzaczy się nie obyło c;
Dookoła mamy całkiem ładne pola, szkoda tylko, że nie da się ich zbytnio wykorzystać na tło, bo wychodzi to jak powyżej.
Wydaje mi się, że udaje mi się już nieco lepiej znaleźć tło, chociażby dopasować rozmiar płotu itd. Wciąż nie jest idealnie, ale zawsze to jakiś postęp (;
Jak może już zauważyliście, konik jest z jednej strony lśniący, śliski w dotyku, a z drugiej nie jest gładki, ma na sobie masę malutkich punkcików.
Ciężko trochę robić zdjęcia, jak co poniektórzy są zazdrośni o trawę i włażą w kadr ._.

No i co sądzicie o tej pani? Księżniczka jeszcze nie ma imienia - może pasowałoby jej właśnie Princess? 
Muszę ją jeszcze kiedyś zabrać na zdjęcia. Tylko lepiej następnym razem najpierw sprawdzę ustawienia ISO (;

niedziela, 15 listopada 2020

,,Perfect horse never made a horseman" - czyli ile znaczy koń

Myślę, że tego typu posty będą się tu częściej pojawiać, bo lubię je pisać, a z tego co zauważyłam, Wam też nie przeszkadza taka nie-figurowa forma. Dzisiaj trochę o tym ile w parze koń-jeździec znaczymy my, a ile znaczy koń. A w zasadzie to bardziej o stereotypach odnośnie dobrych koni, trudnych koni i nauki w jeździe konnej.
https://ridingonair.tumblr.com/post/10907809388
W świadomości jeździeckiej funkcjonują dwa przekonania na temat ułożonych i nieułożonych koni, które mnie szczerze denerwują. Jedno mówi, że trudne konie uczą więcej; drugie, że dobry koń robi wszystko za nas - a oba tak naprawdę mijają się z prawdziwą wizją tego, w jaki sposób i ile wierzchowiec nas uczy.

A smooth sea never made a sailor 
A perfect horse never made a horseman

Mawia się, że każdy koń czegoś uczy i wydaje mi się, że to całkiem prawdziwe twierdzenie. Trudny koń na pewno nie jest od tego wyjątkiem, ale wielkie hasła sugerujące wręcz, że w zasadzie to jazda na takim koniu jest jedyną drogą do zdobycia prawdziwego doświadczenia, są zbyt górnolotne i niezbyt prawdziwe. Mam wrażenie, że wiele osób uważa, iż nie umie np. wysiedzieć bryków, bo za rzadko jeździ na brykających koniach. Chociaż nauka przez praktykę jest tutaj jakimś sposobem, to może się nieraz okazać złym pomysłem.

Wyobraźmy sobie kogoś z rekreacji, może siebie samych sprzed kilku lat czy jakąś ostatnio widzianą osobę, jeszcze bez zbyt dużej kontroli nad koniem, na rumaku, który bryka. Dosiad niepewny, równowagi brak, strzemiona w zasadzie to tylko do ozdoby, już chyba łatwiej zamiast nogami byłoby się trzymać rękami za grzywę >.< Co spowoduje bryknięcie? Wszystkie te wady wyjdą na jaw, a delikwent podskoczy jak worek kartofli, by zdezorientowany opaść w siodło lub na szyję konia, a może nawet na ziemię. Do tego przestraszy się nie na żarty, zapamięta głównie, że było to przerażające wydarzenie, a nawet bardzo możliwe, że nabawi się traumy, zwłaszcza jeśli taki baranek się powtórzy i będzie równie nieprzyjemny (a często wyda się wręcz jeszcze gorszy, bo chyba wszyscy jeźdźcy się zgodzą, że strach ma w takich wypadkach brzydki zwyczaj narastać lawinowo). Ta droga prowadzi prosto do utraty zaufania do koni i powstania urazu do brykania, czyli w zasadzie gorzej niż do nikąd, bo z każdym takim lękiem walczy się koszmarnie długo.
https://www.horseandhound.co.uk/news/weg-para-freestyle-natasha-baker-fall-665798
Koń powinien być przede wszystkim dopasowany do poziomu jeźdźca. Z mojego doświadczenia wynika, że równie dobrze można nauczyć się radzić z wieloma problemami, jeżdżąc sobie na tuptakach bez dziwnych pomysłów. Poprawić swój dosiad, oparcie na strzemionach, pracę nóg czy działanie rąk, zależnie na co chcemy się uodpornić. Nieraz dane mi było się zdziwić, gdy moja ręka tak po prostu ,,sama" jechała w dół, uniemożliwiając kucowi wyjechanie z koła, czy kiedy zdarzyło mi się bez problemu wysiedzieć pierwszy w moim życiu bryk - mimo że dotąd wsiadałam na same spokojne szkółkowe człapaki. Magia? Nadzwyczajne zdolności? Może jestem niezwykła, kto wie? :3 A może  po prostu nabywając inne umiejętności, w tak zwanym międzyczasie, przy okazji, wyrobiłam sobie i odporność na niektóre końskie zagrywki?

Owszem - przynajmniej według mnie - na trudnym koniu można nauczyć się swego rodzaju odporności psychicznej na trudne momenty w siodle (i nie tylko tego); tyle że nie na hurra. Jeszcze raz powtórzę, koń powinien być dopasowany do poziomu jeźdźca. Zwłaszcza przy jeźdźcach, którzy mają tendencję do panikowania w siodle (takich jak ja) ważne jest, żeby przesiadać się na trudniejsze konie stopniowo, nie od razu na konia, który nas przerazi i w zasadzie tyle z tego wyjdzie.

The only reason people say we just sit there 
is because we make it look easy

http://www.gielda-koni.com.pl/Konie/6192

Co do drugiego twierdzenia - tego jakoby dobry koń wszystko robił sam - to farmazon tak czysty, że strach się bać. Z cyklu: po czym poznać, że ktoś nigdy nie siedział na dobrze zrobionym koniu. Przy tym to często używany argument, że niby ktoś jeździ od nas gorzej. Na szczęście łatwo ową teorię zdementować, wsadzając takiego heretyka na pożądanie ułożonego wierzchowca.

Jeździłam na wielu fajnych koniach i profesorach, a do tego miałam niepowtarzalną szansę trenować przez pewien czas na naprawdę świetnie ułożonym kucyku tuż po okresie, w którym był jeżdżony przez o wiele lepszych ode mnie jeźdźców. I powiem Wam, że jak cudowny ten wierzchowiec by nie był, to nie działa tak, że byle kto sobie wsiada i wszystko wygląda idealnie. Kiedy po raz pierwszy posadziłam na Kucyku swoje cztery litery, byłam przekonana, że zganaszuje mi się praktycznie sam. No i przeżyłam szok, okazało się, że żeby koń używał szyi jak powinien, trzeba wiedzieć jak używać swoich rąk. Dobry koń ułatwia zadanie, bo odpowiada na lżejsze sygnały, ale to nie zmienia faktu, że odpowiada na sygnały poprawne. Łatwiej z niego coś wyciągnąć, ale trzeba wiedzieć jak. Przy czym jeśli chcemy nawet na super koniu zrobić coś super, to to super musimy dodać od siebie. 
https://gestuet-tannenhof.com/en/stallions/chacco-chacco-gt/
Pamiętacie jeszcze Shelley Browning? Siedziała na super koniu? Siedziała. Zrobiła piaff? Zrobiła. Ładny? No właśnie nie. Ten piaff był okropny. Dlaczego? Bo dobry piaff to nie tylko dobry koń, ale i dobry jeździec. Koń daje od siebie tyle, o ile jeździec poprosi. Zdarza się nieraz, że dobrze ułożony koń da więcej, ale kiedy ktoś prosi o lizaka to nie daje mu się od razu fabryki cukierków. A nawet jeśli koń chciałby od razu ofiarować nam fabrykę cukierków, to zazwyczaj nie jest obecnie w stanie. Lepszy jeździec jest w stanie lepiej rumaka rozgrzać, lepiej go przygotować do danego elementu i wykonać wszystko w lepszym ustawieniu. Słabszy jeździec przez błędy w tych sferach po prostu utrudni zadanie swojemu wierzchowcowi, dlatego zostanie ono wykonane na niższym poziomie, a jeśli pójdzie źle to nawet wcale.

Do tego dobrego konia łatwo zepsuć, o czym sama boleśnie się z Kucykiem przekonałam. Nie możemy zrzucać na konia winy za wszystko, ale nie można też nakładać laurów tylko na głowę konia. Jeśliby nawet założyć, że ktoś ma tak cudownego wierzchowca, że niskie umiejętności jeźdźca wystarczą, żeby wyciągnąć z rumaka aż tyle, ile widzimy, to to ,,aż tyle" z upływem czasu zmieniłoby się w dużo dużo mniej. Na pewno wierzchowiec nie zapomni tego, czego został nauczony, ale wycwani się i przestanie odpowiadać na byle sygnał najpoprawniej jak umie. Więc jeśli czyjś wierzchowiec nie tylko trzyma fason, ale i zdaje się progresować - to chyba jednak jeździec nie jest tak beznadziejny, jak się nam zdawało (;
http://www.thinkequus.com/
Koń wręcz nie powinien robić czegoś sam z siebie. Dobrze ułożony wierzchowiec będzie czekał na sygnał od jeźdźca. Owszem, istnieją konie, które robią coś same, ale zazwyczaj nie wygląda to tak poprawnie jak powinno, a czasem nawet takie samodzielne działanie sprawia, że koń uczy się czegoś źle - bo jemu wydaje się, że tak jest poprawnie, a jeździec nie wie, więc nie poprawia i tak sobie jadą. Po prostu lepiej, żeby koń nie robił niczego za nas.

A perfect horse never made a horseman?

Teraz trochę na temat obu myśli, czyli które konie uczą więcej i dlaczego. Prawda jest taka, że to te ,,prostsze" do jazdy, lepiej ułożone konie, uczą więcej w krótszym czasie, a nie wiem czy nie więcej w ogóle.

Jeśli chcemy podjąć się nauki czegoś, przykładowo matematyki, to potrzebujemy nauczyciela. Kogoś, kto zna się na matematyce. Ta osoba jest potrzebna, żeby pokazać nam jak rozwiązywać zadania, jak dodawać, jak mnożyć, a jak liczyć logarytmy. Kiedy sami zrozumiemy to wystarczająco dobrze, możemy nauczyć danego zagadnienia kogoś innego.
I dokładnie tak samo sprawa ma się w przypadku jazdy konnej. Przynajmniej jedno z pary koń - jeździec musi być nauczycielem. Musi już to umieć.
Dlaczego naszym nauczycielem nie jest instruktor? Oczywiście posługuję się tutaj tą matematyczną metaforą, bo w rzeczywistości instruktor jest przecież dla nas nauczycielem jazdy. Trenera porównałbym do takiego nauczyciela matematyki, który nie może nam niczego pokazać, może nam jedynie powiedzieć co zrobić i ocenić efekty. Chodzi o dobre odczucia. Trener ich nam nie da, nieważne jak jest dobry i jak bardzo się stara. 
Kyra Kyrklund obrazuje to w ten sposób:

When you have not tasted strawberry jam you cannot imagine something that tastes like strawberry jam. 

Te słowa w wolnym tłumaczeniu znaczą: Jeśli nie próbowałeś dżemu truskawkowego, nie możesz sobie wyobrazić czegoś, co smakuje jak dżem truskawkowy. 
Ktoś, kto go jadł, może ci opisać go najdokładniej jak umie, ale dopóki sam trochę nie zjesz, nie będziesz wiedział jak taki dżem smakuje. Dokładnie tak jak z jazdą konną - dopóki nie poczujesz o co chodzi, nie będziesz rozumiał danego zagadnienia. A dopóki nie wykonasz czegoś poprawnie, nie poczujesz o co chodzi. Dobrze ułożony koń ma ten olbrzymi plus, że jeśli uda nam się skłonić go do wykonania jakiegoś zadania, to wykona je poprawnie, dzięki czemu da nam dobre odczucia. 
Tutaj kółko się zapętla, bo dopóki sam nie zrozumiesz tego ćwiczenia i nie nauczysz się go wykonywać, to nie nauczysz tego innego konia. Przynajmniej nie poprawnie.
https://howtodressage.com/troubleshooting/how-to-deal-with-a-spooky-horse/
Czy właśnie stwierdziłam, że nie da się uczyć na wierzchowcu, który sam czegoś nie umie? Ależ skąd, nie rozgłaszajmy herezji. Oczywiście, że się da, o czym świadczą z resztą licznie występujące w internecie zdjęcia z metamorfoz koni i ich jeźdźców. Tyle, że jest nie tylko trudniej wykonać coś poprawnie, ale występuje również pewien haczyk: można wykonać to samo ćwiczenie na nieskończoność niepoprawnych sposobów. I kiedy ani jeździec, ani koń nie wie czy to to należy czuć, czy może chodzi o coś innego, nie będą wiedzieli, czy robią coś dobrze, czy może właśnie otrzymali jedną z owych niepoprawnych wersji. Mamy przy sobie i trenera, to fakt. Tylko że, jak już tłumaczyłam, instruktor nie odda nam smaku nieznanego dżemu. On mówi nam co robić i ocenia nasze działania po wyniku, który widzi. A problem jest taki, że 4 to wynik nie tylko działania 2+2, ale i 2x2, 3+1 lub 8:2. O ile kiedy zamiast 4 otrzymamy 16 to nasz mentor łatwo wypatrzy to z ziemi, to czasem może nie dostrzec, że nasze 4 jest oszukiwane. Teoretycznie błędy powinno być widać, jednak na ziemi nie zawsze można wszystko zauważyć. Dlatego przy takiej kombinacji konia i jeźdźca dobrze jest raz na jakiś czas posadzić w siodło trenera, który skoryguje ewentualne błędy i sam poczuje z jakimi problemami mierzą się jego podopieczni.
https://www.duwell.co.nz/resources/37/why-are-horses-not-naughty-/
Chyba nie muszę dodawać, że osoba, która uznałaby, że ułoży sobie konia sama, bez trenera, praktycznie nie ma szans dotrzeć w to samo miejsce co reszta. Zazwyczaj takie osoby mają już trochę doświadczenia i uznają, że tyle wystarczy, żeby kształcić się samemu. Tylko że dodawanie i mnożenie nie wystarczy do rozwiązania wszystkich zadań. Nawet jeśli uznamy, że owszem, Pitagoras był jedną osobą, więc ktoś może odkryć twierdzenie Pitagorasa samodzielnie, to na całą znaną matematykę nie składa się jeden Pitagoras. To, co wiemy obecnie, jest dorobkiem niezliczonych matematyków. Tak samo jest z jazdą konną. Nikt nie odkryje całej jeździeckiej teorii sam, bez niczyjej pomocy. Plus nie raz i nie dwa spotyka się na jeździeckiej drodze niezbyt kompetentnych trenerów albo takich, którzy mimo swojej wiedzy wciąż częstują uczniów jedną czy dwoma nieprawdziwymi teoriami. Osoba biorąca się za samodzielną naukę mogła od kogoś takiego nauczyć się czegoś niepoprawnego. Jeżdżąc z innymi instruktorami ów jeździec miałby szansę to naprostować, a tak... no cóż, ciężko liczyć logarytmy, jeżeli dwa do potęgi drugiej jest dla nas wciąż równe pięć.

Aż ciśnie się na usta temat nauki młodych koni, za którą nierzadko chwytają się niedoświadczeni jeźdźcy - a ciśnie się tym bardziej, że z tego co widzę kupno młodych koni zarówno wśród polskich youtuberów jak i modelarzy robi się modne (nie znam i nie oceniam właścicieli - po prostu mówię, że zauważyłam trend do kupna młodziaków przez osoby, które są znane w jeździeckim świecie). Nie mam zamiaru jednak się na ten temat wypowiadać, bo nie miałam styczności z młodymi końmi, a z wyczytanych informacji to głupot można nazmyślać, a nie coś mądrego przekazać. Jeśli chcecie się dowiedzieć dlaczego słaby jeździec i młody koń to zły pomysł, to Quantanamera poświęciła temu zagadnieniu całego posta pt. ,,NIE dla młodych koni i niedoświadczonych jeźdźców", przy czym zachęcam również do lektury komentarzy, bo w nich także jest wiele wartościowych słów.
https://www.youtube.com/watch?v=6AwD3Bx-QqQ

Chciałabym jednak dodać na ten temat coś ode mnie, bo jedna rzecz zwróciła moją uwagę. 

Osoby biorące się za młode konie często twierdzą, że chciałyby ułożyć je pod siebie.

I tu pojawia się pytanie: co to konkretnie oznacza?

Czego dokładnie chciałbyś uniknąć? W jaki sposób zamierzasz to osiągnąć? 

Jeżeli nie znasz odpowiedzi na te trzy pytania, to chyba nie masz powodu w ogóle się za to brać. 
,,Pod siebie" to tak ładnie brzmi, zupełnie jakby każdy jeździec miał swój unikalny wzór i potrzebował dopasowanego do niego wierzchowca. Tylko co to znaczy w praktyce? Jeśli wiesz, to dobrze. Natomiast jeśli nie, to skąd pewność, że to osiągniesz?
Może i się mylę, ale dla mnie to tylko pusty, ładny zwrot, który ma pokazać, jak niezwykłego wierzchowca chcemy otrzymać. Dlatego osoby, które go używają, budzą moje poważne wątpliwości. Z tej prostej przyczyny, że osoby które wiedzą, czego chcą, zazwyczaj używają konkretów, a ogólnymi stwierdzeniami wypełnia się braki.
Zazwyczaj. To nie znaczy zawsze.

Czy tylko mi się zdaje, czy post wyszedł jakby... krótki? Zwiększyłam w końcu czcionkę, może to przez to mam takie wrażenie. 
Do napisania posta skłoniły mnie ostatnie przemyślenia, związane z jedną zdolną kilkulatką trenującą na wybitnych koniach oraz z rozmowami z siostrą, która przy tym temacie stoi po przeciwnej stronie barykady. Zapewne domyśliliście się, że post odnosił się głównie do ujeżdżenia, ale przy innych dyscyplinach sprawa wygląda tak samo.
Jako że jeździłam na koniach profesorach, nieraz ubodło mnie do żywego stwierdzenie, że na przykład... koń ganaszuje mi się sam. Kontakt, o który tyle walczyłam, czas, który poświęciłam na zrozumienie wodzy, treningi, na których nie byłam w stanie wyjechać narożników, bo nie rozumiałam jak się steruje, ktoś podsumował jednym zdaniem, że koń robi to za mnie. Gdyby faktycznie jazda na profesorach była taka łatwa, nie byłoby takich osób jak Shelley Browning. Przy tym konie sportowe są nie tylko żwawsze od rekreantów, ale nieraz i... nienormalne, oczywiście niedosłownie (chociaż zdarzają się czasem i te dosłownie). Sama miałam to szczęście spotykać się z bezpieczniejszymi wierzchowcami, ale fakt, że konik ładnie wygląda i słucha się swojego jeźdźca, nie oznacza od razu, że pod każdym byłby grzeczny jak baranek.
Oczywiście temat o trudnych koniach się z tym wiąże, ale do poruszenia go zainspirował mnie powtarzający się tutaj cytat A smooth sea never made a sailor, a perfect horse never made a horseman. To hasło kojarzy mi się z westernowcami zajeżdżającymi mustangi prosto z prerii, chociaż zapewne z tą wizją to już przesadzam. Widzę, że sens tego powiedzenia jest inny - żeby nie było. Niedoskonałości naszych rumaków na pewno nas kształtują, chociaż napisałam już na ten temat wystarczająco dużo. Ale żeby perfekcyjny koń nie pomagał w nauce?

Dajcie mi takiego, a chętnie przekonam się na własnej skórze c;

czwartek, 5 listopada 2020

Q&A


Na początek ważna informacja: nie umarłam, żyję. Na blogu ostatnio zapadła cisza, ale ostatnio ogółem muszę się obudzić, powinnam już teraz być aktywna. Miejmy nadzieję. W każdym razie już jestem, wracam do Was :)

Bardzo dziękuję za wszystkie pytania! Chociaż niektóre były podobne, to postanowiłam odpowiedzieć na wszystkie, bo jednak nieco się od siebie różniły, a więc i odpowiedź na każde jest inna. Miło mi, że tak chętnie wzięliście udział w urodzinowej zabawie :D

Nie przedłużając: zapraszam do czytania (:

Ceylon we własnej osobie

1. Od ilu lat zbierasz modele koni?
Trudno tutaj ustalić jedną datę, bo Schleiche dostałam w swoje łapki już gdy miałam lat kilka. Na ,,poważnie" weszłam do modelarstwa w 2015 roku, kiedy to przyjechał do mnie Ceylon. Swoją drogą ależ ten czas leci!

2. Jak zaczęła się Twoja przygoda z modelarstwem?
Pierwsze Schleiche kupili nam rodzice, nie pamiętam jaki to był sklep, pamiętam za to, że figurki stały na półkach i mogłyśmy wybrać je sobie własnoręcznie. Kilka lat później weszłam na bloga Capricorn Meadow - nie pamiętam już teraz, czy dopiero wtedy odkryłam ten blog, czy też nie była to moja pierwsza wizyta na CM, fakt faktem, że tam po raz pierwszy natknęłam się na firmę Breyer. Capricorn przedstawiała wtedy izabelowatego marwari, który zachwycił i mnie i moją siostrę - która też jakoś w tym czasie wpadła na Breyera. Zafascynowane pięknymi modelami zamówiłyśmy dwa zestawy kreatywne. No i tak trafił do mnie Ceylon :)

3. Jaki model konia był Twoim pierwszym?
Ceylon. Wierzcie lub nie, ale sama się dziwię, że powtarzam to imię już trzeci raz, a jesteśmy dopiero na trzecim pytaniu. Po prostu chłopak robi dziś furrorę.
To anglik w skali Classic z zestawu Paint Your Dream Horse 4100, którego własnoręcznie upaćkałam i zmoherowałam. Kiedyś jeszcze go przedstawię. Czeka na to już cztery lata, ale w końcu się doczeka. Słowo.

4. Wymarzony model konia to...
Chyba takiego nie mam. Jest wiele modeli, które chętnie bym przygarnęła, ale brak mi tego jednego wyśnionego. Złoty marwari już dawno przestał być moim świętym graalem, a jego miejsce na długi czas zajęła ARka widoczna na zdjęciu powyżej, czyli Fuerte dłuta Josine Vingerling. Ten pan w zasadzie nadal jest moim marzeniem, ale jakby spadł z piedestału. Obok Fuerte postawiłabym breyerowego Legionario III. Mimo że traktuję go bardziej jako materiał na customa, to i tak zakup sztuki na tym moldzie byłby dla mnie niezwykłym wydarzeniem.

5. Masz swoje zwierzątko?
I to nie jedno! :D 
Ta wesoła gromadka to cztery kundelki (chociaż tak po prawdzie, to August należy do mojej siostry) i kotka Marusia. Jeśli chcielibyście zapoznać się z nimi bliżej, to opisywałam je tutaj: 1 | 2 :)

6. Ile customów przemalowałaś w swoim życiu?
Skończonych mam pięć, jeśli dodać Rudolfa (który ma skończone malowanie, ale grzywy nadal nie) to wychodzi sześć. Za to nieskończonych mam ze trzy miliony... Poza customami ubarwiłam jeszcze kilka koników z zestawów kreatywnych.

7. Ulubiony...
  •  film
Kiedyś podałabym Mandarynki, ale ostatnio obejrzałam tyle ciekawych filmów, że aż niepodobna wybrać spośród nich.
  • serial
Sherlock <3
  • książka
Szóstka Wron i jej kontynuacja  Królestwo Kanciarzy, obie części autorstwa Leigh Bardugo. Czytałam wiele książek i choćby nawet lektura mi się podobała, to w każdej znalazło się jakieś ,,ale". Cóż, tu tego ale nie było. 10/10, polecam całym serduchem.
  • piosenka
Jeśli musiałabym wskazać jedną to wybrałabym Я сошла с ума t.A.T.u., jednak jest tyle wspaniałych piosenek, że ciężko mi zdecydować na pewno.
  • aktor?
Benedict Cumberbatch i Tom Hiddleston. 

8. Dlaczego założyłaś bloga?
Nie jestem już w 100% pewna, ale chyba wynikało to po części z fascynacji innymi blogami. Chciałam mieć swój blog, lubiłam pisać nowe posty i wymyślać kolejne tematy na nie.

9. Jak widziałaś AAR, gdy powstawało w Twojej głowie? Jaki był pierwotny zamysł?
To trudne pytanie, ze względu na to, że odpowiedź przesłaniają mi obecnie chmury niepamięci. Na pewno chciałam stworzyć bloga z ładnymi zdjęciami. Planowałam dużo tutoriali i więcej postów-artykułów, w czyli czegoś tym stylu. Nie chciałam pisać o nowościach, bo kompletnie się w nich nie orientowałam, w dodatku nie kojarzyłam wtedy nawet skal modeli. Zabawne, że jakoś wszystko poszło na opak: ,,atykuł" napisałam tylko jeden, tutorial też jeden i kompletnie nie o tym, o czym kiedyś planowałam, za to nowości na kolejny rok stały się stałym punktem na blogu. Zaś na zdjęcia w takiej jakości, o jakiej marzyłam, przyszło mi czekać aż do zeszłego lata.

10. Modele koni czy rysowanie, co lubisz bardziej/w co celujesz bardziej?
To jest okrutne pytanie D: *jeszcze raz zerka w komentarze* No jasne, kto inny mógłby je zadać, jak nie Ty, gnido d: 
Lubię i modele i rysowanie, ale nie da się przemilczeć faktu, że rysowanie przychodzi mi jakby łatwiej niż zajmowanie się moimi plastikami. Określiłabym to tak: chciałabym pójść bardziej na poważnie w rysowanie, ale modele są bardziej na ,,kiedyś"; kiedyś nauczę się przerzeźbiać, malować, stworzę własną ARkę i będę dobra w tackmaking. Ten podział wynika głównie z moich częstych przerw od modeli, które co chwila zatrzymują mnie w miejscu.
Nie oznacza to jednak, że stawiam rysunek nad figurkami, po prostu w modele bawię się jakby bardziej hobbistycznie, a co przy rysunku chciałabym bardziej postawić na rozwój... no i zobaczymy, co z tego wyjdzie c;
11. Czy są figurki, które zbierasz poza końmi? A jeśli nie, to czy masz w planach jakąś nową podgrupę (np. dinozaury)?
Mam kilka figurek innych zwierzaków, ale nie ciągnie mnie jakoś w tę stronę. Na pewno przydałoby mi się więcej lalek do scenek (ale na nie z kolei szkoda mi pieniędzy cx). Ciekawie byłoby zbierać konie w typie Barbie, ale poza kilkoma sztukami, które się u mnie ostały, nie planuję na razie powiększać kolekcji o tę grupę. 
I nie planuję zbierać dinozaurów... skąd ten pomysł? 0.O

12. Ulubiona końska maść?
Teoretycznie nie mam, nie da się jednak ukryć, że jeśli koń iberyjski jest przydymionym bułankiem czy jelonkiem (najlepiej złotym ze ślicznymi jabłkami), to jestem w siódmym niebie. Lubię wszelkie niezwykłe maści, odwrotna jabłkowitość, szampany, perlino, cremello, albino (o ile nie są przesadnie różowe, bo umówmy się, jak to wygląda), nietypowe wzory siwków, gniadosze z ładnymi przejściami kolorów, kasztanki z jaśniejszą grzywą... Nie trafiają do mnie zbytnio taranty i srokacze, chociaż przy nich zależy to akurat od wzoru, bo i tutaj trafią się nieraz sztuki, na których można zawiesić oko. Chyba każda maść ma szansę do mnie trafić, o ile akurat trafi się jakiś ładny odcień. Wyznaję zasadę, że ładnemu we wszystkim ładnie, więc jak sam koń przyciąga wzrok, to tyle mi wystarczy c; Chociaż jest kilka rzeczy, które mnie mierżą, jak np. zbyt różowe nosy u koni albino czy cremello czy niektóre wzory na pyskach tarantów.

13. Ulubiony kolor?
Nie mam. Nie wiem. Niebieski.

14. Kolor włosów/oczu (rzecz jasna Twoich, dziecinko ;P)
Jestem blondynką. Kiedyś mówiłam, że kolor moich włosów to ciemny blond, ale odkąd zobaczyłam, jak w jakimś programie profesjonalny fryzjer pokazywał ciemny blond jako odcień brązu, to już sama nie wiem, co mam na głowie. Oczy zielone lub niebieskie, zależnie od światła; w zasadzie to chyba są bardziej niebieskie.

15. Ulubiona skala modeli?
Zależy do czego; rzędy najbardziej lubię robić na TRki, ale niekiedy irytuje mnie wielkość Traditionali. Są takie nieporęczne, zajmują dużo miejsca i łatwo o nie zahaczyć. Zwłaszcza w transporcie są problematyczne. Do malowania również wolę drobniejsze skale, najlepiej LB i mniejsze. Na sesjach każda skala ma jakieś minusy, więc tutaj nie mam ulubionej.

16. Ulubiony rzeźbiarz/rzeźbiarka?
Chyba brak takiego, rzadko kiedy podoba mi się większość albo wszystkie twory jednego twórcy.

17. Czy masz w kolekcji model, którego nie lubisz?
Większość trafiła już do przeróbki :') Nadal nie mogę się zdecydować, czy lubię Hwin. Ma w sobie coś takiego, że moja sympatia do niej zależy od dnia. Do moich faworytów nie należy też Enzo, ale dostałam go w prezencie i trochę niezręcznie byłoby mi go sprzedawać (dlatego trafił do etchingu i zobaczymy co będzie z nim potem).

18. Czy dopuszczasz myśl, że mogłabyś kiedyś zrezygnować z kolekcjonerstwa?
Ewentualność zawsze jest, ale mówiąc prosto - nie. 

19. Ulubiona gra?
Alicia Online (:

20. Twoje ulubione danie?
Nie mam. Jestem praktycznie wszystkożerna.

21. Gdzie trzymasz modele?
Teraz stoją na półce w szafie, w domu trzymałam je na komodzie i na najwyższej półce na regale.

22. Chciałabyś mieć kiedyś portret jakiegoś żywego konia, którego znasz osobiście, na modelu?
Denerwują mnie bardzo różnice między takim portretem a oryginałem i kompletnie nie rozumiem osób, które proszą o pomalowanie jakiegoś moldu "na" prawdziwego konia, który ma zupełnie inną budowę. Mimo to chciałabym zobaczyć kilka znanych mi kopytnych upamiętnionych na modelu, tyle że bardziej w formie ARki lub customa z rzeźbą ukształtowaną specjalnie pod tego konkretnego rumaka.

23. Nowość 2020, której nigdy byś nie kupiła?
Nigdy nie mów nigdy (; Obecnie jeśli planuję zakup jakiś firmowej figurki, to tylko na customa - a jako że biorę się za przeróbki wszelkiego rodzaju, to ani kolor, ani brzydki mold żadnego z modeli przede mną nie chroni :]
 
24. Psy vs koty?
Psy. Lubię koty, ale jakoś nie chwytają mnie tak za serce.
25. Malowanie koni: suche pastele vs akryle?
Mam przykre doświadczenia z suchymi pastelami, chociaż planuję za niedługo znowu się nimi pobawić. Jedno i drugie wydaje mi się fajną opcją, a najlepiej jeśliby połączyć obie te techniki.

26. Co myślisz o powtarzaniu się moldów w kolekcji?
Mnie samej do tego nie ciągnie (przynajmniej na razie), ale przyjemnie się patrzy na takie zbiory.

27. Co sądzisz o moherowaniu modeli?
Przyznam, że to pytanie trochę mnie zaskoczyło, brzmi trochę jakby ktoś był przeciwny tego typu zabiegom. Doklejone włosy czasem faktycznie wyglądają głupio, ale jeśli ktoś ma wprawę w moherowaniu, to dodaje ono figurkom realizmu lub przynajmniej uroku c;

28. Sądzisz, że masz małą, czy dużą kolekcję?
Małą. Kiedy przychodzi mi do liczenia okazuje się, że określenie ,,mała" chyba trochę tu nie pasuje, ale porównując moją kolekcję ze zbiorami innych kolekcjonerów odnoszę wrażenie jakbym miała tylko kilka modeli. Chociaż z drugiej strony faktycznie jest w niej dużo koni wszelakiego rodzaju i nie wiem czy to ,,mała" nie jest już trochę naciągane. I to naciągane tak od paru ładnych lat.

29. Jak rodzina zapatruje się na Twoje modelarskie hobby?
Poza siostrą wszyscy czekają aż wyrosnę ze zbierania koników x)

30. Ulubiona pora dnia/nocy?
Chyba popołudnie, zwłaszcza późniejsze godziny w lato. Lubię też wczesny ranek, jeśli zdarzy mi się tak wcześnie wstać c'x

31. Czy znasz kogoś w realu, kto też kolekcjonuje modele?
Moją siostrę, a poza nią nikogo.

32. Książki vs fimy?
Ciężko wybrać. Lubię czytać, no a kto nie lubi oglądać filmów? Na pewno wolę książki od ich ekranizacji. Przynajmniej w 99,9999% przypadków zmiany w fabule dokonane na potrzeby filmu to zmiany na gorsze.
33. Ulubiony muzyk/zespół?
Nie mam żadnego; często podoba mi się tylko jeden lub dwa utwory danego wykonawcy lub zespołu.
 
34. Jakiej muzyki słuchasz?
Ooo, to trudno określić, bo słucham niemalże wszystkiego - poza współczesnym polskim popem i disco polo. Chętnie słucham starszych polskich przebojów, jak ,,Niepokononani" zespołu Perfect. Można na mojej playliście równie dobrze spotkać Lady Gagę i Katy Perry jak Sabaton, Leningrad, Bonnie Taylor czy Within Temptation, Nightwish, Jacka Kaczmarskiego albo Two Steps From Hell. Po prostu słucham wszystkiego, co wpadnie mi w ucho (;

35. Czego teraz słuchasz?
Coveru utowru zespołu Linkin Park Numb.
 
36. Ulubiony artysta w hobby?
Nikki Button. Chciałabym kiedyś dostać w swoje łapki pomalowany przez nią model.

37. Ulubieni pisarze?
Nie mam ulubionych. Czytam książki, nie autorów c; 

38. Najlepsza sesja jaką zrobiłaś?
Za dużo ich było, żeby wybrać.  W zasadzie żadnej nie zapamiętałam jako szczególnie udanej; większość miała w sobie kilka ładnych zdjęć, a kilka słabych, a najczęściej wszystkie niezwykle piękne fotografie okazywały się jednak być do niczego, i ogólnie częściej z jakiegoś powodu byłam z sesji niezadowolona niż na odwrót cx
 
39. Za co lubisz noc?
zasadniczo to chyba dopiero noc jest momentem, w którym się faktycznie budzę. To dla mnie takie przedłużenie dnia (chociaż zbyt długie siedzenie po nocach już nieraz okazało się dla mnie zgubne). Znalazłam kiedyś w internecie ten demot:
https://demotywatory.pl/4968823/Przyczyna-dla-ktorej-kladziemy-sie-bardzo-pozno-spac-nie-jest
...i cóż, zgadzam się z tym aż za bardzo.                

 40. Za co nie lubisz dnia?
A skąd wniosek, że od razu go nie lubię? d:
 Jest za krótki, nigdy nie udaje mi się zrobić wszystkiego co chcę i zawsze o 12 okazuje się, że jest 15 D: Poza tym za dnia trzeba siedzieć w szkole, co też nie jest zbyt przyjemne, zwłaszcza jeśli chodzi o e-lekcje.
 
41. Co najbardziej denerwuje Cię w ludziach?
 Chyba fakt, że ich głupich działań zazwyczaj nie da się zatrzymać.

42. Masz ulubiony film lub serial?
Film ciężko by mi było wybrać, ale wśród seriali nieustannie króluje Sherlock. Nie sądzę, żeby ktoś przekonał mnie, że jego pozycja może zostać zagrożona przez jakąkolwiek inną produkcję.

43. Jakie inne zwierzątka mogłabyś zbierać?
Mam w kolekcji kilka psów, więc gdybym nie poszła w konie, to może kiedyś tak by się to skończyło.
 
44. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku i dlaczego?
Ulubionej chyba nie mam. Może lato? Lubię ciepłe, słoneczne dni. Z drugiej strony wręcz kocham śnieg, chociaż ostatnio w zimę zalega na chodnikach raczej szara breja, niż cokolwiek śniegopodobne. Na pewno moją ulubioną porą nie jest wiosna. Zawsze dziwiłam się wszystkim osobom zachwycającym się jej pięknem, że niby przyroda budzi się do życia i tym podobne. Jest szaro, brzydko i śnieg się topi, a na trawnikach widać burą, zmarzniętą trawę. Jedyny plus jest taki, że robi się cieplej i jest więcej słońca.
 
45. Opisz swojego wymarzonego prawdziwego konia.
Kiedyś marzyłam o białym jednorożcu, a potem o białym koniu. Z czasem pojawiło się w mojej głowie wiele fantastycznych wizji koni w różnych maściach, zazwyczaj wysokich i co ciekawe zawsze klaczy. I przyznam się szczerze, że nie mam pojęcia jakim cudem te niezwykłe, majestatyczne wierzchowce zamieniły się w grubego kuca z oślimi uszami.
Szafira stajnia Argos


Mam nadzieję, że dowiedzieliście się o mnie czegoś nowego :)
 
W trakcie pisania tego posta niestety zepsuł mi się komputer, przez co na jakiś czas straciłam sporą część zdjęć i muszę nieco zweryfikować plany na kolejne posty (na szczęście żadnego jeszcze nie zaczęłam pisać, bo inaczej bym się załamała). Nie zmienia to jednak faktu, że chciałabym pozostać aktywna. Akurat jest już listopad, Breyer wypuszcza już powoli zapowiedzi na kolejny rok (może widział ktoś już dwie pierwsze?), więc chyba jakoś sobie poradzę. No i zawsze to kop do zabrania się za coś nowego, bo ostatnio moje modele leżą odłogiem i nawet na sesje się nie wybierały. Zawsze to jakiś dar od losu c;


czwartek, 24 września 2020

Urodzinowe Q&A i fenomen, którego nie rozumiem


Jesteście w stanie w to uwierzyć? Bo szczerze mówiąc, ja nie. 17 września tego roku Apple Angels Rancho skończyło 4 lata.


Z zażenowaniem czytam moje pierwsze posty. Od tamtego czasu blog mocno się rozrósł, dwa razy zmieniałam aparat i znacznie więcej wygląd strony, a przede wszystkim ja sama zmieniłam się dość mocno. Jednak najważniejsze dla mnie jest, że zwyczajnie lubię mojego bloga. Lubię pisać posty, ślęczeć nad szczegółami z identify your breyer czy opisywać modele. Lubię też czytać swoje posty. Nieraz kiedy siostra przyłapie mnie na ponownym rzeglądaniu AAR, śmieje się, że popadam w samozachwyt. Ale ja po prostu lubię tego bloga. Jakoś tak. 
To najładniejsze zdjęcie, jakie zrobiłam Canonem w słabym świetle. Nadal nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo jest wyraźne. Pamiętacie jeszcze Canona? Nie znosiłam pracy z nim - najpierw zawsze wracałam z dobrymi zdjęciami, a potem był płacz i zgrzytanie zębów. Soniak był dla mnie prawdziwym wybawieniem, a Nikon jest już w zasadzie szczytem marzeń. Zawsze zwracałam uwagę na jakoś zdjęć w postach, nie lubiłam publikować tych ze słabymi fotografiami. Często zastanawia mnie, dlaczego konkretne posty są bardziej popularne od innych. Czasem potrafię to sobie jakoś wytłumaczyć, ale fenomenu niektórych po prostu nie rozumiem. Pamiętam, że kiedyś najpopularniejszy był post Zimowa sesja, który sama też zasadzie lubiłam. Od dłuższego czasu jednak najpopularniejszym postem w ogóle jest… Fatan wśród kwiatów, jest to także jedyny post, pod którym napisała mi komentarz osoba spoza modelarskiego bloga. A niby  co w nim takiego wyjątkowego? Drugie miejsce, o zgrozo, zajmuje Kolejny raz musicie mi wybaczyć, post, który sama od zawsze uznawałam za jeden z gorszych. Moim ulubionym z jakiegoś powodu pozostaje Mleczny dotaje nowe imię (który swoją drogą też plasuje się w pierwszej 10, ale znacznie dalej). I co ciekawe również nie wiem dlaczego.

Cieszy mnie bardzo, że blog znalazł tylu odbiorców. Ostatnio ranczo trochę podupadło z mojej winy, jednak miło jest zawsze dostać odpowiedź na posty i mieć świadomość, że jeśli będę aktywnie je publikować, to dzięki Wam  blog pozostanie żywy. Nie jestem wręcz w stanie uwierzyć, ile już Was jest! W ciągu całego swojego ,,życia" AAR zostało odwiedzone 15 tysięcy razy, a rekord dzienny wynosi 1126 wyświetleń! Nie wspominając już o aż 9 obserwatorach - przy wymienionych przed chwilą liczbach to może niepozorna cyferka, jednak dla mnie to naprawdę dużo <3

Pisałam już o tylu rzeczach, a tylu wciąż nie opisałam! Nie wspominając już o tym, ile rzeczy obiecałam Wam pokazać i nie pokazałam. Tym razem jednak spełnię przynajmniej jedną z obietnic i pokażę w końcu jak wyszły koniki z zestawu 4210. Ktoś w ogóle jeszcze pamięta Suncatchery? :')
W trakcie malowania
Tennesse Walking Horse pomalowany przez moją siostrę i mój niebieski twór
Nazwałam go Ocean (tylko po angielsku, ołszjan). Użyłam do niego dwóch odcieni niebieskiego i byłam z niego bardzo dumna.


Dziękuję Wam wszystkim, że jesteście ze mną.
Tym którzy byli od początku i tym, którzy dołączyli później, a także tym, którzy byli tylko przez chwilę. Każde wejście, każdy komentarz i w zasadzie każda Wasza aktywność dotycząca tego bloga jest dla mnie czymś niezwykle miłym.



I na końcu o czymś ważnym, o czym o mało sama nie zapomniałam c': W następnym poście mam zamiar zrobić Q&A, więc piszcie w komentarzach wszelkie pytania :)


Zazwyczaj nie obchodzę urodzin bloga, ale jak już się za to zabrałam, to w ramach celebracji chciałabym zorganizować przynajmniej Q&A. 4 lata, kto by pomyślał! Stary już ten blog c;

piątek, 4 września 2020

Mój pierwszy custom w skali mini

Micro Mini, Mini Whinnies, jak zwał tak zwał, w każdym razie tym razem zabrałam się za nową, mniejszą niż zwykle skalę. Na ofiarę wybrałam sobie breyerowego kasztanka na moldzie Trotting Morgan Stallion z zestawu nr 7153.

Jego nowa maść to oczywiście siwa jabłkowita, mam zamiar robić jak najwięcej koni o tym umaszczeniu, bo chciałabym nauczyć się malować jabłka.
Zawsze chciałam zrobić przed i po, a w tym poście w końcu mi się to uda ^^
Ta maść okazała się pasować do konika bardziej niż się spodziewałam. Wprawdzie białe miejsca przy nogach optycznie skracają mu kłodę, ale od przodu pysk wałacha wygląda nieco normalniej. A przede wszystkim ta uniesiona noga nie jest tak dziwnie pogięta. Przynajmniej według mnie.

Co do samej maści, to nie wyszła perfekcyjnie, ale jestem raczej zadowolona. Maluch powinien być nieco jaśniejszy i mieć bardziej dokładne jabłka i lepsze przejścia.


Przede wszystkim przejście na ogonie wygląda słabo. Poza tym z prawej strony oko wyszło takie sobie.

Nie będę jednak ukrywać, że nie jestem tym mocno rozczarowana. Są błędy, ale w końcu to Mini Whinnies c:

Już sam fakt, że najmniejszym pędzlem (czyli tym średnio nadającym się do małych rzeczy) pomalowałam mu oczy, wydaje się nierzeczywisty, kiedy przypomnę sobie, jak ogromny miałam problem by zrobić nim kopytka w skali LB.
Wiadomo, zawsze mogło być lepiej, ale nie jest źle (;
Konik jest na sprzedaż, nie użyłam primera (z resztą jak przy reszcie skończonych dotąd), ale tak jak poprzednicy został zabezpieczony werniksem - nowym, nieprzeterminowanym werniksem, dodajmy.
Z chęcią dowiem się, co Wy o nim sądzicie c:

Tak poza tym, to jak u Was po powrocie do szkoły? Zarzucili już Was toną zadań? Mnie po raz pierwszy zdarzyło się, że nie zawitałam do szkoły w ciągu całego pierwszego tygodnia i dziwnie się z tym czuję. Jeszcze nigdy nie chciałam tak bardzo być w szkole. Raz, że mam dwa razy więcej roboty przez nieobecność na lekcjach, a nauczyciele niestety nam nie odpuszczają. A dwa, że chcę w końcu zobaczyć, jak to wszystko funkcjonuje i przez tę nieobecność wszystko wydaje mi się jakieś takie nierealne. Wszystko jest inne. Nie takie. Tak jak podczas e-learningu czułam się normalnie, tak teraz nie mogę zrozumieć, że to ten sam świat. Cieszcie się, że poszliście do szkoły, bo ja nie poszłam i szczerze Wam zazdroszczę!

Ten post też wyszedł dziwny. Nie taki jak zwykle, nie sądzicie? .-.

W każdym razie do następnego (: